W związku z wystąpieniem pokontrolnym Narodowego Funduszu Zdrowia będącym następstwem publikacji Wirtualnej Polski z 14 lipca dotyczącej rzekomego „specjalnego traktowania” radnych KO w Miejskim Centrum Medycznym w Piasecznie chcę jeszcze raz jasno odnieść się do informacji dotyczących mojej osoby.
Nigdy – ani w przychodni, ani w żadnym innym miejscu – nie powoływałam się na pełnioną przeze mnie funkcję przewodniczącej Rady Miejskiej po to, aby coś sobie załatwić. Nie byłam przyjmowana na specjalnych zasadach ani w specjalnych pomieszczeniach, np. w gabinecie pani dyrektor.
Moje kontakty z przychodnią wynikały wyłącznie z rzeczywistych potrzeb zdrowotnych – moich lub mojej 85-letniej mamy, osoby ciężko chorej, przyjmującej na stałe wiele leków.
A teraz konkrety, bo one giną w medialnym przekazie. Wśród wizyt i świadczeń, które NFZ zakwestionował, znalazły się m.in. sytuacje, które trudno uznać za jakiekolwiek „przywileje”:
• wystawienie skierowania do poradni specjalistycznej jako kontynuacji leczenia,
• prośba o zamianę leku na inny, ponieważ preparat przepisany przez lekarza był niedostępny w aptekach,
• przyjęcie mnie w tym samym dniu z powodu ostrego zapalenia zatok,
• wystawianie mojej mamie recept na stale przyjmowane leki,
• dwukrotne skierowanie mamy na badania laboratoryjne,
• poprawienie skierowania na RTG, aby badana była właściwa, boląca część ciała, a nie jakakolwiek inna, bo lekarz wystawiający skierowanie się pomylił.
Czy naprawdę można traktować jako „specjalne przywileje” to, że lekarz wystawił receptę na stale przyjmowane leki ciężko chorej, 85-letniej pacjentce? Albo poprawił skierowanie na RTG po to, żeby zbadać właściwą część ciała? Czy osoba z ostrym zapaleniem zatok ma czekać na wizytę tylko dlatego, że jest radną, podczas gdy jest miejsce w grafiku u lekarza?
Co więcej, NFZ zakwestionował zarówno wizytę odbywaną tego samego dnia, kiedy miałam ostre zapalenie zatok, jak i wizyty umówione na kolejny tydzień w celu omówienia wyników badań. Dlatego trudno mi doszukać się w tych przykładach logiki.
Nie zgadzam się na budowanie przekazu, w którym zwykłe czynności medyczne – recepta na stale przyjmowane leki, poprawienie skierowania, czy wizyta z ostrym stanem chorobowym – przedstawiane są jako dowód na wykorzystywanie funkcji publicznej.
Chcę również jasno powiedzieć jedną rzecz: nie ponoszę odpowiedzialności za to, że – jak wynika z relacji byłej pracownicy rejestracji – poprzednia pani dyrektor miała polecić pracownikom rejestracji, aby radnych traktować na specjalnych zasadach. Jeśli takie polecenie rzeczywiście zostało wydane, było to działanie kierownictwa placówki, na które nie miałam wpływu i o takie nie prosiłam. Nie można odpowiedzialności za decyzje kierownictwa placówki przerzucać na pacjenta.
Lektura protokołu kontroli NFZ pokazuje, że analiza prawidłowości rejestracji została wykonana na próbie szerszej niż jedynie cztery wskazane przez sygnalistę PESELE. I na finale zastrzeżenia kontrolujących dotyczyły także innego, losowo wybranego jednego tylko dnia funkcjonowania przychodni, gdzie na 222 pozycje podważonych zostało 59, czyli ok. 25%.
Co tak naprawdę zakwestionował NFZ? NFZ uznał, że w części przypadków kolejność przyjęć odbiegała od kolejności zgłoszeń, przy czym dokumentacja nie wykazywała jednoznacznie medycznej podstawy odstępstwa ani decyzji pacjenta. Ogólne wyjaśnienia organizacyjne wskazujące, że to pacjenci sami często wnioskują o wyznaczenie późniejszej godziny, innego dnia wizyty lub zapis do konkretnego lekarza nie zostały zaakceptowane, właśnie z powodu braku odpowiedniej adnotacji w harmonogramie lub dokumentacji.
W rezultacie negatywna ocena dotyczy całościowej organizacji pracy i systemu rejestracji w przychodni. I zgodnie z zaleceniami NFZ nowa dyrekcja przychodni opracowała już program naprawczy mający w przyszłości zapobiegać niejasnościom, które – jak dziś widzimy – uderzają zarówno w wizerunek piaseczyńskiego ZOZu, jak i w samych pacjentów.
Oznacza to, że z góry przyjęta przez media teza o rzekomym uprzywilejowaniu niektórych radnych nie jest słuszna, a na podstawie wyników kontroli trudno stwierdzić, by w jakikolwiek sposób wymuszali preferencyjne warunki obsługi.
Nigdy nie zabiegałam o szczególne traktowanie. Nie oczekiwałam omijania kolejek. Nigdy też nie wykorzystywałam funkcji przewodniczącej Rady Miejskiej, aby uzyskać świadczenie medyczne.
Nie uchylam się od oceny sposobu funkcjonowania Miejskiego Centrum Medycznego. Wręcz przeciwnie – jako przewodnicząca Rady Miejskiej i członkini Rady Społecznej MCM uważam, że funkcjonowanie publicznej przychodni powinno być transparentne, a zasady obsługi pacjentów jasne i jednakowe dla wszystkich.
Katarzyna Wypych

